Tak się składa, że podczas miłosnych zawirowań miałam na sobie coś, co w jednej sekundzie przenosi mnie do tamtego okresu, niezależnie od upływu lat.

Warszawa, lato 2003

Szykuję się na randkę. Mam motyle w żołądku, starte jeansy i turkusowy top na ramiączka. Podkradam mamie Dolce & Gabbanę Ligh Blue, których flakon przywiozła ciocia z Kanady. Nie potrzebuję makijażu. Nie potrzebuję jeść. 10 lat później mijam kobietę, pachnącą tym energetyzującym, niepozornym, ale wymownym zapachem. W jednej chwili przenoszę się do innej czasoprzestrzeni. Przez moment znikają codzienne obowiązki, cel, do którego pędzę, ulica i ludzie wokół. Uśmiecham się do siebie.

Irlandia, lato 2004

Jestem studentką drugiego roku pedagogiki i pracuję jako opiekunka do dzieci w malowniczej dzielnicy dla nowobogackich. Jest tam jeden sklep spożywczy, przystanek, z którego ruszamy z Iwoną (opiekunką u sąsiedniej rodziny) do pobliskiego pubu i perfumeria. Zachodzimy, by „testować” perfumy przed wieczornym wyjściem. Na moim przegubach i szyi ląduje Hugo Boss Woman. Trafiony wybór, kupuję flakonik za pierwszą wypłatę. Piję Guinessa o cierpkim, oliwkowym smaku. Ponoć, żeby napić się dobrego Guinessa, nie tylko musisz trafić na wyspy, ale też do odpowiedniego pubu, bo w każdym lokalu smakuje inaczej. Mam szczęście, bo do dziś to moje ulubione piwo. W tle leci U2 – duma Irlandyczków. Wieczór się rozkręca, a za chwilę słucham tanich komplementów od piegowatego Irlandczyka, podoba mu się, jak pachnę. Autobus w drodze powrotnej łapiemy gdzieś między przystankami, bo jeżdżą rzadko, a kierowcy są mili i zgarniają wzdłuż ulicy, gdy pomachasz ręką.

Sopot, lato 2007

Codziennie budzę się z płaczem. Mam złamane serce. Moja rozpacz stulecia kwitowana jest bezdusznym podsumowaniem: „No tak, wrzesień, kończą się wakacyjne romanse.” Trochę mi zajmuje, nim też tak patrzę na letnią znajomość. Został mi flakon Lancome Miracle podarowanych przez niego. Na zawsze zapach naiwności.

Warszawa, lato 2017

Przeglądam kobiece pismo. Wcieram w nadgarstek próbkę perfum Issey Miyake. Jestem oczarowana, wydzieram stronę, by nie zapomnieć tego zapachu. Na pewno go sobie kupię! Jestem dorosła. A zapach lekki, dziewczęcy, naiwny jak młodość. Jego jedynym celem jest sprawianie mi przyjemności i poprawa samopoczucia. Jest mgiełką bezinteresowności i niewinności. Dbać o siebie, to nie kalkulować. Zrobić coś, choć i bez tego się obejdzie. Zamknąć oczy i przenieść się, gdziekolwiek chcesz.

A Ty masz swoje ulubione zapachy, które przypominają ci o beztroskich chwilach?

Wpis powstał we współpracy z https://perfumeria.pl , przeżywasz coś znaczącego? Nie zapomnij tego uwiecznić ulubionym zapachem.

IMGP6655

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments