Takeitizi.pl

kobiece slow life

chocolate-santa-claus-490825_1920
Lifestyle

Święta kiedyś i dziś. Czy coraz trudniej się nimi cieszyć?

Kiedyś do pełni szczęścia wystarczyło kilo pomarańczy i 10 rolek papieru toaletowego. Dziś, choć wszystko jest na wyciągnięcie ręki, świątecznym zakupom i przygotowaniom towarzyszy nieodłączne poczucie winy.

Pal licho, że prezenty kupujemy na kredyt, tracąc płynność finansową, jak ilustruje mem, w którym podcinamy sobie żyły kartą debetową, by sprostać oczekiwaniom doby konsumpcji. To i tak za mało, by się wykazać, bo przecież chcemy sprostać wymogom stylu zero waste i mamy świadomość, że z każdym kolejnym opakowaniem rujnujemy Planetę.

Niedługo będzie więcej plastików w oceanach niż ryb, ale za to te drugie będą pływać na wolności, bo mamy w stosunku do nich coraz więcej empatii. Empatię, której kiedyś brakowało dla dzieci, bo i one, i ryby głosu nie miały, okazujemy karpiom, patrząc im w smutne oczy, gdy podrzucają ogonami w foliowej siatce, i tracimy ochotę na rybkę w galarecie, walcząc o ich prawa do godnego życia.

Analizujemy skład czekoladowego Mikołaja w sreberku, a pod spodem znajdujemy wielkanocnego królika, bo podaż jest większa niż popyt. Patrzymy babciom na ręce, gdy przynoszą łakocie-data ważności nie może mieć więcej lat niż obdarowywane dziecko, a już na pewno słodka niespodzianka nie powinna trzymać terminu do matury obecnego przedszkolaka.

Coraz więcej osób skreślamy z listy gości, bo nie spełniają naszych wygórowanych oczekiwań. Wolimy medytować w Indiach i pojechać na last minute do Egiptu, niż spojrzeć rodzinie w oczy.

Już nie liżemy tortu przez szybę, obchodząc się smakiem i odmawiając sobie wszystkiego dlatego, że w portfelu  i na półkach pustki. Jesteśmy dumni, gdy oprzemy się pokusie, a do domu nie zostanie przytargana kolejna ZBĘDNA rzecz.

Czy z powodu zapachu świerku w wigilijną noc, naszym wnukom zabraknie tlenu, a może zdarzy się to dużo wcześniej? Analizujemy, zapalając lampki na choince, by niedługo do wiosny wymiatać igły spod dywanu. Lansujemy się w naszych skandynawskich wnętrzach, które coraz trudniej od siebie odróżnić, zupełnie, jak w PRL-u, gdy wszyscy mieli to samo. Łatwiej się dobrze zaprezentować, niż dobrze poczuć. Czujemy się zobowiązani, by być hojni dla innych, ale często nie umiemy być dobrzy dla siebie.

Wszystko jest bezproblemowe i niewymagające wysiłku jak mandarynki bez pestek, ale czy nie brakuje czasem tej znajomej goryczki, autentyczności i równowagi między wyczekiwaniem a nadejściem najważniejszego, niedosytem a pełnią, staraniem się i zbieraniem plonów swoich starań po tygodniach przygotowań i poście, by cieszyć się tym, co odświętne i niedostępne na co dzień?

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments