Takeitizi.pl

kobiece slow life

binoculars-691316_1280
Relacje

Stawiała siebie za wzór

Stawiała siebie za wzór. W życiu trzeba dużo i ciężko pracować. Wykonując te same, uciążliwe czynności do emerytury na jednym stanowisku, bo etat to bezpieczeństwo.

Stawiała siebie za wzór. Gdy sfrustrowany mąż rzucał się na domowników, przymykała cierpliwe oko. Rodzina ponad wszystko. Małżeństwo to świętość.

Z precyzją godną Oskara przetrenowali swoje role, gdy w pięknym domu, pozbawiającym ich co dzień, choćby kwadransa dla siebie, przyjmowali gości.

Przywdziewali uśmiechy, roztaczali aurę sukcesu i wypełniania społecznych powinności. Tak wierni im, a w żadnym stopniu sobie.

Jeśli trafili na wnikliwego obserwatora, który na samo zaproszenie reagował spięciem, nie umiał tego nazwać, wychwycić, wyczuwał, że coś w tej idylli było nie w porządku.

Takim barometrem prawdy zawsze są dzieci i dorośli, którzy nie pozwolili zagłuszyć swojego wewnętrznego dziecka.

To od nich dowiedziała się tego, co od dawna przeczuwała.

Że ci ludzie, nazywając ją leniwą artystką, byli smutnymi dorosłymi, którzy chcieli uśmiechać się jak ona, ale już nie mieli z czego.

To od nich dowiedziała się – boję się tam być, bo zawsze się przy nas kłócą, jak tylko pójdziecie. Mamusiu, nie zostawiaj mnie z nimi samej…

Frustracja nie zna wyjątków, a jedynie przyjmuje różne formy w zależności od audiencji. W stosunku do dorosłych dzieci może być szpilą wbitą znienacka i obserwowaniem reakcji z sadystyczną ulgą i satysfakcją, że można było innych obdzielić trucizną spalającą od środka.

Najmłodszy wiekiem najmniejsze ma prawa, najstarszy – najwięcej frustracji.

„Kiedy nauczysz się być szczęśliwy, zmniejszy się tolerancja na towarzystwo osób, które robią wszystko, by to kruche szczęście zmazać z twojej twarzy.”

Wzbudzanie poczucia winy i odwoływanie do tego, co wypada w imię odgórnych wzorców, to była jej tajna broń, by zespolić innych ze sobą wiercącym poczuciem powinności. Szkoda, że owych powinności nigdy nie odnosiła do siebie i nie próbowała metody marchewki zamiast kija, by innych zachęcić do kontaktu.

Jakże wielkie było jej zdziwienie, gdy młode pokolenie nie chciało tańczyć w rytm przestarzałych zasad. Nie działało zastraszanie samotnością, której tak naprawdę to ona najbardziej się obawiała.

W swoim wielkim, pustym domu, stanęła przed wyborem – wziąć odpowiedzialność, przeprosić i naprawić, co zepsuła lub grać w rytm przestarzałych zasad.

Wybór należał do niej.

Zamiast budować, postanowiła wyeliminować leniwą artystkę z gry.

Po prostu nie pasowała do tej rodziny…

Niechcący wyeliminowała siebie.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments