Takeitizi.pl

kobiece slow life

doszłam do ściany
Lifestyle

Przyznaję, że doszłam do ściany

Czas na zdradzenie słabości. Kariera przez duże ‘K’ nie jest dla mnie. Kiedy chcę mieć ciastko i zjeść ciastko, traci ono swój smak. Jestem zbyt zmęczona, by dać dzieciom zrelaksowaną, zaangażowaną siebie, a weekendy mi nie wystarczą, by nadrabiać życie, bo wtedy wylewa się zaległe pranie z kosza na bieliznę.

Odpuszczam swój plan finansowej niezależności, opłacę sobie ZUS i dopóki nie jestem pod ścianą, nie widzę potrzeby, by się zarzynać. Egoiści żyją dłużej, kłębki nerwów w ogóle nie żyją, prześlizgują się przez codzienność, marząc o bedgaźmie (to uczucie, gdy po ciężkim dniu, wślizgujesz się do łóżka).

No trudno, muszę zrezygnować z tego pomnika, który chciałam sobie postawić – idealnej żony, matki, milionerki. Jestem tylko człowiekiem.

Codzienne luksusy w postaci plotek z sąsiadką przy kawie i drożdżówce nadają mojemu życiu sens, choć nie przekładają się na sukces finansowy. Chorobliwa ambicja zmiata wszystko jak łapczywe tornado.

Pamiętam taki nagłówek: Polki zrzucają szpilki i wracają do garów, na okładce wałek do ciasta. Jestem taką właśnie kobietą, co nie znaczy, że na tym stole obok wałka nie postawię laptopa. A szpilek nigdy nie nosiłam, ale mają one wymiar symboliczny – kariery, sukcesu, zadbanego wyglądu, paryskich perfum i zazdrosnych spojrzeń.

Przyłapuję się na tym, że zaczynam zazdrościć innym prostego życia. Tego, że pani za ladą słucha radia i kroi szynkę, jej życie jest takie uporządkowane. Co nie znaczy, że chcę się z nią zamienić. To znaczy, że nie sprzedam tego luzu i powolnego kroku za żadne trofea. To znaczy, że praca jest dla mnie dodatkiem do życia rodzinnego i urzekającej w swej prostocie codzienności, a nie odwrotnie. Nie pozwolę, by w imię kariery została wessana. Zbyt wiele dla mnie znaczy.

tryb slow

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments