Takeitizi.pl

kobiece slow life

toksyczne relacje
Relacje

Toksyczna zależność od innych

Są w życiu etapy, w których nie unikniemy zależności od innych – wczesne dzieciństwo, gdy zaspokojenie naszych potrzeb to kwestia cudzych decyzji, czułości, zasobów miłości. O ile dużo jest dzieci ubranych w markowe ciuchy, których pokoje zapełnione są zabawkami, potem tabletami, o tyle mało prawdziwych relacji i zaangażowania w rodzicielstwo.

To niemodne przedkładać innych nad siebie, a tego wymaga trudna relacja z dzieckiem, które szybko się złości i z trudem uspokaja. Kolejny etap, w którym jesteśmy zależni od innych to starość lub choroba. Dobrze jeśli wtedy te dzieci, które sami oddaliśmy pod pieczę innych, nie ulegną pokusie podobnego rozwiązania.

Czemu o tym piszę?

Bo wiele relacji opiera się na symbiotycznej zależności, która nie powinna mieć miejsca. Tak oto mamy, które uznały, że zmienianie pieluch to nie ich domena, z zaangażowaniem niańczą dorosłe dzieci, które owej zależności już nie potrzebują. Ba! Ona zaśmieca kluczowe relacje, zatruwa przestrzeń do życia, zniechęca do bliskości, której owe matki nie wiedzieć czemu, akurat teraz łakną w nadmiarze.

Usprawiedliwienie może być proste – dorosłe dziecko nie marudzi, nie robi w pieluchę i można nawet pogadać z nim na interesujące tematy. Niestety tych rozmów często nie ma, jest za to sterowanie życiem, przekonywanie do swoich racji i oczekiwanie bezwzględnego posłuszeństwa, tonem dostosowanym do poziomu 5-letniego dziecka. Wiele mam zafiksowuje się na wczesnym etapie rozwoju dziecka i nie przyjmuje do wiadomości jego rosnącej potrzeby samostanowienia o sobie, manipulując zależnością finansową lub długiem wdzięczności do spłacenia.

Współczesne pokolenie nastawione jest na czerpanie radości z życia, na hedonizm, na zaangażowanie w pracę, dobre pieniądze i adekwatną zabawę.

W relacjach ze starszym pokoleniem nie ma miejsca na zmianę, na negocjacje, albo grasz wedle sztywnych reguł, albo amen w pacierzu. Dlatego współczesne synowe nie biegają z podkulonym ogonem do humorzastych teściowych, ale każą wybierać partnerom – ona, albo ja.

Szacunek staje się pojęciem archaicznym, już nie jest obligatoryjny – bo starszych trzeba szanować, ale często wydzielamy go fifty – fifty. Podążając za bezstresowym, partnerskim wychowaniem, szacunek jawi się jako obopólny proces. Nie wypracuje się go żądaniami, ale przez przykład. Troska o starych dziadków i rodziców często jest odzwierciedleniem tego, czy czytali nam bajki, karmili, poili i sadzali na kolanach. Wdzięczność wyraża się w czynach, a nie liczbie i wartości prezentów, które brak owej obecności miały wynagrodzić.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments