Takeitizi.pl

kobiece slow life

pixabay.com
Lifestyle

Osiedle z bilbordów

Mijamy bilbordy nieopodal miasteczka Wilanów. Kuszą obietnicą dostatniego, komfortowego życia, czasem wolnym w pełnym słońcu i opalenizną prosto z Bali. Na bilbordach wszyscy się uśmiechają, są życzliwi i wypoczęci, uprawiają jogging. Getto dla bogatych – tak określiły je dwie mamy, które przyszły po 23 w niedzielę do prywatnego szpitala, ogarnąć zaświadczenie, że maluch może wrócić do żłobka już za kilka godzin.

W sali zabaw jest wszystko – plazmowy telewizor z „Epoką Lodowcową”, grające, interaktywne zabawki, moc kolorów, słowem wszystko, co i tak nie zastąpi najważniejszego – tego, że maluchy wolałaby w tej chwili leżeć w swojej pościeli, wtulone w mamę, nawet w najbardziej zapyziałej dzielnicy, gdy te w ciągu dnia wystały się w kolejce do państwowej przychodni, a po drodze do domu kupiły chrupiącą kajzerkę. Smak pieczywa znacznie pełniej buduje wspomnienia z dzieciństwa, niż tablet z kolejną bajką na odczepnego.

Zazdrości się osobom, które ciężko sobie zapracowały na wysoki standard życia. Nie dostrzega się nieprzespanych nocy, wieczornego stresu, kieliszka wina na rozluźnienie i braku czasu na pielęgnowanie relacji. Być może te osoby mają na wyłączność (częściej na dożywotni kredyt) przestronne wnętrze pełne designerskich detali, ale głównie to śmigają windą w górę i w dół, zapominając, co było pierwsze – potrzeba czy koszt realizacji.

Gdy ma się kasę można wszystko – poderwać młodą żonę albo męża, założyć elegancki płaszcz obszyty futrem z jenota i zamaskować wewnętrzne niedostatki. Gdy wyglądasz jak milion dolarów, znacznie więcej możesz sobie wybaczyć, a inni są zbyt zajęci komentowaniem finansowego dobrobytu, którym kłujesz ich w oczy, by zauważyć wewnętrzny skowyt.

To nie jest post przeciwko dobrobytowi. Otoczenie ma nam służyć, a nie robić wrażenie sporym kosztem osobistych wyrzeczeń. Jeśli umiemy pracować w ramach, które nie zakrawają o nałóg, a nasza stawka godzinowa pozwala piec chleb z nasion chia, to wszystko w porządku. W końcu pieniądze oznaczają wolność, także w wyborze dobrego lekarza i wykonaniu badań na już, w dodatku oczekując na skórzanej sofie, a nie na obskurnym krzesełku wśród nieżyczliwego personelu.

Cała sztuka polega na tym, by nie zatracić granicy i umieć się odnaleźć na każdych śmieciach, dbając o to, co najważniejsze. A to trudne w dobie, w której wmawia się nam, że na zły humor najlepsze są nowe perfumy, na brak czasu dla dziecka – interaktywna zabawka, a na obiad fast food.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments