Takeitizi.pl

kobiece slow life

tatry
Podróże

Małe Ciche, kojący rytm uchowanej przed zgiełkiem miejscowości

– Jestem w Małym Cichym.

– A gdzie to jest?

Taki dialog toczył się z moją kompanką podróży weekendowych, gdy składałyśmy sobie wielkanocne życzenia. Jeśli powiesz, że jesteś niedaleko Zakopanego, wszyscy z uznaniem kiwają głowami, ale czy w komercyjnej miejscowości coś mnie jeszcze może zaskoczyć?

Małe Ciche ma urok Zakopanego, które pamiętam z dzieciństwa. Górale w ludowych strojach wybierają się na mszę, a nie pozować z owczarkiem podhalańskim z żądnymi pamiątek turystów.

Jest cicho, spokojnie, tradycje są kultywowane, przekonuję się o tym, gdy w lany poniedziałek dostaję wodą po nosie na stołówce.

Do herbaty podany jest miód z własnej pasieki, widok za oknem stwarza idealne warunki dla blogerów, artystów i pisarzy. Jeśli kiedyś obiecywałam sobie, że zaszyję się w górach, by pisać książkę, to taki widok miałam przed oczami.

Tym razem przyjechałam spędzić czas aktywnie – na nartach, spacerach, podziwiając panoramę Tatr, roznosi mnie energia, nie potrafię zwolnić, nic nie chcę przegapić.

Na tle rytmu miejscowości wyglądam jak ktoś z ADHD. Powoli odpuszczam, pozwalam sobie na bycie, odsuwam plany, ambicje, codzienne troski w kąt. Taka okazja prędko się nie powtórzy, a szkoda, bo mam ochotę na więcej!

Tatry

moje spełnione marzenia

śnieg

Tatry

tatry ule

małe cicheMarta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments