To, że powtarzasz, że wszystko jest w porządku, nie czyni wszystkiego takim. To, że nie chcesz widzieć swoich problemów, nie oznacza, że one nie istnieją. To, że nie chcesz podjąć działania, oznacza, że zmierzysz się z konsekwencjami. Fakty są faktami, nawet jeśli chcemy, by były inne. To, że nie chcesz zaakceptować faktów, nie wymazuje ich.

„Arnold K., czterdziestosiedmioletni profesor historii, myślał, że jest głęboko zakochany w swojej żonie, ale był dla niej niedobry na setki sposobów, z których nie zdawał sobie sprawy. Kiedy chciała z nim rozmawiać o czymś dla niej ważnym, zwykle był zajęty, słuchał piąte przez dziesiąte, rzadko odpowiadał ze zrozumieniem. Kiedy czegoś chciała, uśmiechał się do niej, nic nie mówiąc i uciekał myślami gdzie indziej. Kiedy nie zgadzała się z nim, wygłaszał monolog na inny temat, ignorując to, co powiedziała. Kiedy próbowała mu mówić, jak ją rani, albo nie słyszał, co mówi, albo natychmiast ją przepraszał, a za godzinę nie pamiętał, co powiedziała. Wiedział, że czuje do niej oddanie, więc wierzył, że jest kochającym mężem. Czasem, gdy był w dobrym nastroju, potrafił być naprawdę szczodry, delikatny i troskliwy. Głównie jednak przebywał we własnym kokonie, w którym znajdował się ona sam, jego miłość do niej oraz jej obraz, ale nie ona: ona-prawdziwa-była na wygnaniu w obcej krainie zwanej rzeczywistością. W kategoriach realnego świata, nie była więc częścią jego małżeństwa. Kobietą, z którą mieszkał, nie była jego żona.; mieszkał  fantazją, która istniała tylko w jego głowie. W pewnym subiektywnym sensie możliwe, że ją kochał, ale nie kochał jej świadomie ani nie poświęcał na co dzień temu związkowi takiej świadomości, jaka była konieczna i na jaką ten związek zasługiwał. (…) Możemy wyobrazić sobie mężczyznę, który nie chce spojrzeć w oczy nierozwiązanym problemom w małżeństwie, zakładając, że jeśli się o czymś nie mówi, to to coś nie będzie istniało- którego partnerka w końcu się załamuje i zrozpaczona odchodzi;” Nathaniel Branden

Jakie są konsekwencje życia w zaprzeczeniu?

  • Brak szacunku dla prawdy godzi w poczucie własnej wartości
  • Problemy narastają, aż w końcu nie można udawać, że ich nie ma
  • Narasta poczucie bezradności i beznadziei, cierpienie
  • Tracimy bardzo dużo energii i czasu
  • Nie możemy zmienić swojej sytuacji na lepsze. „Zanim coś zmienisz, musisz to zobaczyć takim, jakie jest w punkcie wyjścia.” (Kelly Mc Gonical)

Zaprzeczając faktom, można spaść z bardzo wysokiej drabiny wyobrażeń o swoim życiu, tego, kim jesteśmy, jak wyglądają nasze relacje z innymi, co osiągamy, jak się prezentujemy i poczuć się bezwartościowym. Uznać, że nie warto nic zmieniać, bo przecież nie sposób mieć znów 20stu lat. I ta mijana starsza pani na przystanku autobusowym, prędzej czy później okaże się tobą. Z zaburzoną osobą nie uda ci się stworzyć zdrowej relacji, nawet jeśli poświęcisz na to całą dostępną energię. Nawet jeśli będziesz na głos i w myślach wymawiać, że wszystko jest w porządku.

Jeśli odkryłam coś, co wiele moich wysiłków czyni bezsensownymi, brnięcie w dawne rozwiązania jest tylko pogłębianiem strat. Jeśli jakaś iluzja prysła, nie można już wrócić do niej z dawną naiwnością. Nawet jeśli będziemy zachowywać się tak, jak dotychczas, w środku doskwierać będzie brak integralności, poczucie hipokryzji.

takeitizi

To, czego boimy się przyznać na głos, zawsze jest mniejszym złem, niż budowanie swojego życia na pozorach, iluzjach i zaprzeczeniach. Można bezczelnie i bezwstydnie powiedzieć to o sobie. Tak jak wielu innych ludzi, którzy wybrali szacunek dla faktów. Żyją lekko. Mogą odetchnąć z ulgą. Mogą zamiast wyrzucać sobie, że za mało czasu spędzają z dziećmi, spędzić z nimi chwilę i odkryć w tym przyjemność. Ale najpierw muszą mieć cywilną odwagę, by przyznać, że wolą zajmować się czymś innym. Że wkurza ich, gdy muszą odłożyć na bok swoje potrzeby, fascynujące sposoby na spędzenie czasu wolnego i nie zawsze im się chce, pytać, co się stało, gdy dziecko obrażone zamyka się w pokoju.

„Jeśli nie sprawia mi przyjemności być rodzicem, to taka jest prawda o tym, co czuję-taka jest rzeczywistość-nawet jeśli z wielkim zapałem wmawiam sobie, że jest inaczej.” Nathaniel Branden

Budzą się raną z czystą kartą, uśmiechem na ustach i energią, która może zmienić świat. Mają pokorę, by robić to małymi krokami i wiedzą, że szczegóły mają znaczenie. Nie oczekują idealnego życia, wiecznej młodości, siły superbohatera, przyznają sobie prawo do słabości, popełniania błędów. Zamiast udawać, że ich nie ma, wolą je poprawiać. Dorosłość oznacza, że nie zawsze jest przyjemnie i z górki, wymaga pracowitości, wczesnego wstawania. Czasem utkniesz w jakimś punkcie po drodze do celu, a myślałaś, że szybko pójdzie. Dorosłość oznacza gotowość, by przyjąć to na klatę, wziąć głęboki oddech, wypić herbatę i powrócić do starań, choć tak wiele dróg na skróty kusi. Robisz to, by za jakiś czas pójść lekkim krokiem, bo na to zapracowałaś.

Marta Szyszko

DSC_0092

na podstawie:

sztuka świadomego życia

Przeczytaj także:

Dlaczego to niebezpieczne dla samooceny udawać odrobinę lepszego, niż się jest?

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments