Takeitizi.pl

kobiece slow life

Bez tytułu
wellness

Każdą z nas czasem dojeżdża codzienność

Choć nie miała wyższego wykształcenia, znała życie jak mało kto i nadrabiała mądrością życiową, która niejednego wprawiała w osłupienie. Nie doceniała siebie i nie była doceniana przez tych, dla których wciąż wyświadczała „drobne” przysługi, ledwo znajdując chwilę dla siebie. Żyła zwykłym, przeciętnym życiem, odmieniając dzień tym, z którymi rozmawiała, mimochodem rzucając takie złote myśli, że ktoś powinien za nią chodzić i to spisywać, żeby się nie zmarnowało.

-Żebyś ty wiedziała, jak mi się czasem nie chce.- zwierzyła się jej przy kawie i pączku.

Odetchnęła z ulgą, to nie z nią jest coś nie tak. Każdą z nas czasem dojeżdża codzienność. Gotujemy hektolitry pomidorówki. Wystajemy pod szkołą. Wozimy dzieci na zajęcia dodatkowe. Do lekarza. Góra dół, góra dół. Martwimy się błahostkami, które tylko w naszej głowie, w czterech ścianach urastają do takich rozmiarów, ze chce się wyjść i już nie wrócić, uciec, ale dokąd, przecież jesteśmy nie do zastąpienia.

Gdy porównywała swoje ciało z fit instagramerkami, stan konta z milionerkami-bizneswomenkami, a stan kuchni z perfekcyjnymi sąsiadkami, czuła, że zawala. Przestała to sobie robić. Jest jak jest. Realnie na tyle było ją stać i miała prawo czuć się w porządku, nawet w bałaganie. Przecież te perfekcyjne kobiety na ogół miały na tip top ogarniętą tylko jedną sferę życia, bo na więcej nie starczało czasu ani sił. A ona chciała mieć wszystko, miała więc wszystkiego po trochu, po kosztach, bez szaleństw. Zostawiła margines na lenistwo, niewyszukane przyjemności i beztroski śmiech. Nie chciała być zbyt zmęczona, zajęta i zniechęcona, by innym siebie dać, zaangażować się i obdzielić uwagą. Nie chciała odkładać na potem esencji życia, zrobić na nią miejsca po kolejnym wyzwaniu, straciła za dużo czasu na odhaczanie kolejnych zadań z listy, dała sobie przyzwolenie, by częściej po prostu być.

„Rezygnacja z porównań nie jest czymś, co można załatwić jednorazowo. (…) Tak łatwo przecież zerknąć gdzieś w bok, by zobaczyć, co robią inni i czy przypadkiem nas nie wyprzedzili. Kreatywność, która stanowi wyraz naszej wyjątkowości, pomaga skoncentrować się na tym, że to, co możemy dać światu, jest całkowicie oryginalne i nie powinno się tego z niczym porównywać. (…) Kiedy się porównujemy, chcemy być najlepsi w danej dziedzinie. I tak porównania stają się zadziwiającymi paradoksami – jednocześnie chcemy się dopasować i wyróżnić. Nie chodzi o to, aby dbać o samoakceptację (…) lub prawdziwość, ale żeby być takim, jak wszyscy dokoła, tylko lepszym.” B. Brown

Nieliczni błyszczą. Wiele z nas ma przeciętne życie, ale czy to oznacza, że jest ono pozbawione znaczenia? A gdyby dać sobie prawo do zwyczajności, nie gonić tyle za sukcesem, nie sortować na lepszych i gorszych, mniej i bardziej zaradnych, godnych i niegodnych? Nie mieszać pomidorówki z ambicjami, tylko z zahartowaną śmietaną, a liczby przepracowanych godzin i salda konta z reprezentowaną wartością, nie nadawać temu większego znaczenia, niż to konieczne? Pozwolić sobie się zatrzymać i nie przeliczać minut na stracony czas, bo przecież da się bardziej produktywnie. Da, ale jakim kosztem i czy cena nie jest zbyt wysoka? Nic nikomu nie musimy udowadniać, o ile czujemy, że to, co mamy, wystarczy, nawet jeśli obiektywnie wieje przeciętnością i szału nie ma. Zwłaszcza, gdy porównujemy się z wykreowanym życiem, a nasze jest do bólu prawdziwe, zamknięte w ramach czasowych i ograniczone wieczornym zmęczeniem.

Marta Szyszko

Bez tytułu

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments