Takeitizi.pl

kobiece slow life

kobieta przy stoliku
rozwój osobisty

To co jest dobre dla innych, nie musi być dobre dla ciebie

Ostatnio w kilku miejscach przemknęła mi sentencja – nie przyjmuj rad od osób, którym nie udało się osiągnąć tego, do czego dążysz. Zwłaszcza, gdy są to nieśmiałe początki, w których towarzyszy ci wiele niepewności, chwil zwątpienia i jesteś podatna na krytykę. Ale nawet – jeśli komuś udało się dopiąć swego w branży, która wydaje się być wprost stworzona dla Ciebie, muszę cię przestrzec.

Czasem w praniu wychodzi, że to jednak nie było to. Wyobrażenia zamieniają się w rzeczywistość i nagle się okazuje, że zamiast napisać tekst do kawy o poranku, dłubiesz w nim piątą godzinę, a końca nie widać. Ze zrelaksowanej freelancerki, stałaś się znerwicowaną wyrobnicą.

Jesteś mądrzejsza o lekcję wyceniania swojej faktycznej pracy, a nie wyobrażeń o niej.

Miałaś godzić pracę zdalną z wychowywaniem dzieci, a wściekasz się za każdym razem, gdy słyszysz mama i całą siłą woli próbujesz wrócić do tamtej błyskotliwej myśli, której nie zdążyłaś przelać na monitor. Zresztą, zanim ułożysz wieżę z klocków, udając zaangażowanie w zabawę, już i tak będzie po ptakach.

Albo, budowałaś swoją pozycję cegiełka po cegiełce i poza świetnymi doświadczeniami, planami i marzeniami, które spełzły na panewce, nie masz nic w garści. Pomysł nie chwycił, choć tak bardzo się starałaś.

Miałaś pławić się w swojej pasji, tymczasem dla zachowania płynności finansowej wgryzasz się w tematykę, która dla klienta jest ważna, ale do twojego życia i dnia nie wnosi nic nowego, poza poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i widmem PLN na koncie.

Na to nikt mnie nie przygotował. Przecież miałam oddawać się pasji, z uśmiechem na ustach przyjmować zlecenia, a czasem po prostu robię swoje (nie z mniejszym poczuciem obowiązku niż osoba na etacie, która średnio się na nim spełnia).

I co wtedy?

„Może nie ma bunkrów, ale i tak jest zajebiście.”

To jest prawdziwe życie. Nie to z Pinteresta, ale z blokowiska. Tu nie ma pustego dywanu z roześmianym brzdącem, ale jest góra klocków lego i matka z rozwianym włosem, która zadaje sobie pytanie – czy to ma sens? Czy było warto?

Nikt nie odpowie na to pytanie lepiej niż ty sama. Bo nikt cię nie zna tak dobrze, jak ty siebie możesz poznać, o ile sobie na to pozwolisz, popełniając błędy, wyciągając wnioski i doskonaląc się w swojej branżuni. Dla kogoś szczytem szczęścia jest przebywanie poza domem i odbieranie dzieci na kolację z placówek. Postrzega to jako sukces. Nigdy nie zrozumie tej twojej drogi, często pod górkę, która momentami wydaje się trafiona kulą w płot, niewypałem do kwadratu.

A ja cię mogę zapewnić, że te z pozoru nieznaczące działania, jak prowadzenie bloga, mogą otworzyć wrota do świetnie płatnego zlecenia, masz się z czym pokazać i nagle procentuje wysiłek w zupełnie inny sposób, niż się spodziewałaś. Z ziarnka, które podlewałaś od lat, wyrósł pąk, choć już traciłaś nadzieję.

Dlatego świętuj małe sukcesy, nie słuchaj tych, co mają pomysł na ciebie, a duże propozycje za dobre pieniądze przyjdą w swoim czasie.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments