Takeitizi.pl

kobiece slow life

kaboompics.com
wellness

Do niczego się nie zmuszam

Na obiad znów kanapki, praca wre. Mam tyle pięknych godzin do wykorzystania, nim przyprowadzę dzieci. Mogę z tym czasem zrobić, co mi się tylko podoba. Kiedyś bym siebie naginała do granic możliwości, popędzała, nakręcała. A teraz nie.

Nie zmuszam się do oficjalnych wizyt, które na mnie źle działają. Wykorzystuję cenne minuty na wywiady, rozmowy z ludźmi, którzy sprawiają, że czas się zatrzymuje, nad mailem unoszą się opary porozumienia dusz.

Jestem zakochana. W swojej codzienności, pracy, w konstruktywnym budowaniu relacji.

Nie zawsze tak było.

Rozpoczął się dla mnie proces konfrontowania przeszłości. Usprawniania teraźniejszości. Proces stawania się ważną we własnym mniemaniu, a gdy ja to poczułam, inni też złapali bakcyla. Jedni zaczęli przemawiać delikatnie i ostrożnie, inni zostali sam na sam ze swoją złością w odpowiedzi na moje „nie”, zastygli w poczuciu niemocy, ostatni raz, bezowocnie próbując powstrzymać mnie przed tańcem.

Jestem we właściwym miejscu i nadałam życiu odpowiednich proporcji. Co nie znaczy, że opalam się na Bali. Że chce mi się wstawać o szóstej rano i każda czynność sprawia radość. Radości jest wystarczająco, by promieniowała na drobne mankamenty i nie pozwoliła się przyćmić.

Dojrzałość? Stateczność? Dorosłość? Może, ale ona też ma swoje dobre strony i nigdy nie jesteśmy za starzy, by podążać za głosem serca, rezygnować z tego, co nie gra w duszy i robić miejsce na nowe. Z całą świadomością, że czasem trzeba rozwiesić pranie, by wyschło na następny poranek. Proza życia – nieunikniona. Rezygnacja z siebie – niedopuszczalna.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments