Bo to by oznaczało pójście na co dzień innymi ścieżkami. Czasem oznaczałoby to iść samotnie. Czasem oznaczałoby to iść na przekór innym, którzy krytykują naszą chęć zmiany, bo nasza zmiana automatycznie zmienia całą relację i jest zmianą innej osoby.

Anna zrobiła już wiele. Opowiedziała teściom, z którymi mieszka, że jej mąż coraz częściej zagląda do kieliszka, ostatnio przed południem. Chcieli wyrzucić syna z domu, by nie marnował życia całej rodzinie, by nie przynosił wstydu. Mąż się przejął i odstawił alkohol. Anna na zakupach włożyła do koszyka kilka browarów. Chciała być dobrą żoną. Tak naprawdę po heroicznym zmierzeniu się z prawdą, stchórzyła przed gruntowną zmianą, np. terapią. Potem była majówka, grill, kiełbasa i dużo piwa. Bo tak robią wszyscy, bo tak się żyje.

Kasia miała już mieszkanie dla siebie i dzieci, odłożone pieniądze i gotowy plan działania. Odejść od męża przemocowca, który podniósł na nią rękę. Widziała te pełne rodziny na bilbordach wczasów last minute, bała się spojrzeń ludzi, bała się pytań dzieci, że nie mają taty na co dzień. Dała kolejną szansę.

Stare śmieci przywiązują złudnym poczuciem bezpieczeństwa. Mamią przewidywalnością, nawet taką, która uwiera dzień po dniu.

To co wydaje się słuszne, nawet gdy jest bolesne, uzależnia, wciąga. To nowe, nieznane przeraża, Odkładamy to na jutro, może problemy rozwiążą się same? A gdy się nie rozwiązują, uczymy się akceptować to, co nieakceptowalne. Wzrasta nasza tolerancja. Upychamy trupy po szafach i same siebie przekonujemy, że nie jest tak źle.

Chyba że nie można dłużej zaprzeczać konsekwencjom. Chyba że ktoś przekracza naszą nieprzekraczalną granicę i wtedy chaos staje się koniecznością, a nie wyborem. Chyba że osiągamy dno i znajdujemy w sobie siłę. Wahamy się sto razy, ale decydujemy o jeden więcej.

Wtedy nowe dni nie zawsze są łatwe, ale istnieją. Nie w każdej chwili jesteśmy pewne swego, ale siła podjętej decyzji powstrzymuje przed wycofaniem się. Wtedy przekonujemy się, że możemy jeść, zarabiać i robić zakupy w wewnętrznym kryzysie. Zmysły wyostrzają się i napełnia nas wdzięcznością zapach lasu po deszczu, choć wcześniej pozostawał niezauważony. Życie staje się autentyczne i pełne barw. Jest w nim miejsce na smutek, rozczarowanie, ale też zachwyt i rozbawienie. Na ciepłą, słoneczną pogodę i na deszczowe dni, które przypominają, że życie nie jest wolne od rozczarowań.

Przekonujemy się o swojej sile, której zaprzeczaliśmy. Nowe okazuje się prostsze w obsłudze, niż nam się początkowo zdawało, bo z tym wszystkim już wcześniej dawałyśmy radę. Rezygnujemy z bierności, przejmujemy kontrolę, dyktujemy warunki. Jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, bo tego chcemy. Dajemy drugą szansę, tylko jeśli warto. Nie po to, by wrócić do starego i dalej się oszukiwać, ale dlatego, że stare staje się nowym, bo drugiej osobie zależy i jest gotować iść w chaos zmiany razem z nami, by dotrzymać nam kroku.

Uczymy się cierpliwości, akceptacji, odpowiedzialności.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments