Takeitizi.pl

kobiece slow life

IMGP3041
rozwój osobisty

Czujesz uwieranie? Czas na krok do przodu

Rozwój często zaczyna się od tego, że odrzucamy okazję życia, bo postrzegamy ją jako zagrażającą. Udajemy, że nie było tematu. Próbujemy dostroić się jak skrzypce i grać stare numery. Ale one są już jak spłowiałe litery, pod którymi nic nowego się nie kryje, a to zaczyna uwierać.

Zalewamy poranną herbatę, uwieranie.

Poddajemy się rutynie dnia. Uwieranie.

Mamy dość i boimy się, więc rzucamy się na głęboką wodę z twarzą maniaka. Stawiamy wszystko na jedną kartę, wóz albo przewóz, pofruniemy albo utoniemy. Ale czy to jedyna droga?

Na szczęście nie!

Co prawda zmiana nawyku, podjęcie ryzyka, wyjście ze strefy komfortu psychicznego zawsze jest wysiłkiem, który może wytrącić nas z równowagi, ale nie zawsze musimy palić za sobą mosty przeszłości.

Przykład?

Pamiętam, jak podejmowałam zlecenie za niskie stawki z zastrzeżeniem, że to na kilka miesięcy, dopóki nie znajdę czegoś ciekawszego. 3 miesiące zamieniły się w 3 lata i pewnie długo jeszcze bym tak się oszukiwała, gdyby nie uwieranie. Uwieranie pojawiło się po propozycji napisania książki.

Wtedy moje pisanie przestało być… bez znaczenia, byle kasa się zgadzała. Wtedy mój czas zaczął być na wagę złota. Wtedy roznieciła się we mnie ta potrzeba większych osiągnieć, która kazała mi zerwać z tym, co daje bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa, a tak naprawdę nie pozwala rozwinąć skrzydeł.

Czemu to takie przerażające? Bo świadomość, że od mojej weny zależy finansowe powodzenie firmy, że od blogów, które dla większości są niepoważnym obnażaniem się w sieci i zwykłą stratą czasu, zależą bardzo praktyczne sprawy, jak opłacony ZUS i faktury, to nie jest nic łatwego.

Gdyby przeciętny Kowalski zarabiał na życie pisaniem i zamiast jechać o 7.30 autobusem, rozgrzewał palce nad klawiaturą, mogłabym czuć, że robię coś jak większość. Nikt by się nie czepiał, wszyscy by klepali po ramieniu, patrzyli z uznaniem i utwierdzali mnie w tym, że jestem na odpowiedniej drodze.

A ja codziennie od nowa sama siebie muszę do tego przekonywać i przymykać uszy na dziwne komentarze.

Muszę być pewna siebie, by nie rzucić tego wszystkiego przy pierwszym niepowodzeniu, a nie jestem i czasem mam ochotę dać już spokój, przyznać sceptykom rację.

Stykam się z niepewnością, a czasem fajnie by było wiedzieć, że o tej porze za rok będę obrzucać się gotówką.

Jedno jest pewne – samo się nie zrobi.

Możesz nie palić mostów (tak jak ja mogę w każdej chwili wrócić do pisania, byle kasa się zgadzała), ale ty musisz zrobić pierwszy krok – zbadać grunt, porozmawiać z szefem, zorganizować sobie przestrzeń do rozwoju, podjąć ryzyko, mimo że się boisz. Nie ma ryzyka, nie ma zabawy.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments