Takeitizi.pl

kobiece slow life

IMGP8293
rozwój osobisty

Biznes mama nie stąpa po łąkach łopianu

W zdjęciach biznes mam popijających kawki i spokojnie stukających treści na laptopie jest co najmniej tyle prawdy, co w  obrazie rodzicielek prezentowanych w mediach.

Własny biznes to wory pod oczami, stres o wystarczającą liczbę zleceń, momenty zwątpienia i poczucie, że zaniedbało się rodzinę albo biznes – w zależności od tego, w co jesteśmy w danym momencie zaangażowane.

Jeśli na każdej płaszczyźnie chcemy być perfekcjonistkami, grozi nam zajechanie organizmu i zwątpienie czy nadajemy się do czegokolwiek.

Nie zawsze biznes okazuje się dochodowy, nie zawsze inwestycja się zwraca, nie zawsze odnosimy zwycięstwo. A presja jest ogromna. Traktujemy powodzenie projektu jako swoiste być, albo nie być.

Dajemy się nabrać, że biznes i macierzyństwo naturalnie idą w parze, w oparach kawy z pianką i szampana z truskawką dla uczczenia sukcesu.

IMGP8293

Ciężko znosimy porażki, podwójnie dają nam w kość, a przecież noga może się powinąć wszędzie i każdemu – etat może zostać zredukowany, dotacja na biznes nie pokryć podstawowych kosztów, a klient zwyczajnie raz jest, raz go nie ma. Tu nie ma taryfy ulgowej, za to jest wielozadaniowość.

Nieprzespane noce i dni, gdy podpieramy się nosami.

Są infekcje dziecięce i własne, są chwile, gdy chcemy się odciąć, nie martwić, nie planować, nie myśleć, ale to rzadki luksus, bo własny biznes zawsze siedzi gdzieś tam z tyłu głowy.

I dobrze, jeśli po drodze dostaniemy wsparcie w postaci przejęcia dzieci, zamiast gorzkiego – a nie mówiłem? Trzeba było lepić pierogi, a nie porywać się z motyką na słońce.

Za mną 8 miesięcy prowadzenia biznesu i pierwszy kilkudniowy urlop, podczas którego byłam nieżywa.

Bo jak już zaczęłam ładować akumulatory, to ledwo mogłam poruszyć małym paluszkiem, organizm korzystał jak mógł, szczęśliwie małżonek przejął omlety, łagodzenie sporów, wróciłam do obowiązków nieco podładowana, ale pełna obaw. Ile to wytrzymam – te dwa etaty? Czy nie lepiej było siedzieć w garach i nie zawracać głowy?

A następnie, jak największa hipokrytka wobec swoich sił witalnych, dodaję kolejne wpisy, otwieram panel ze zleceniami, odpowiadam na maile i ochoczo przyjmuję nowe propozycje.

Dbam o biznes, jak o członka rodziny, a tego nie porzuca się w chwili słabości.

Z drugiej strony, nie chcę zatracić granicy, gapić się jak maniak w monitor, złościć, gdy coś pójdzie nie po mojej myśli i wyrzucać z lodówki przeterminowanego jedzenia, bo znów nie było czasu na zrobienie obiadu, przez kilka dni z rzędu. Najbardziej obawiam się tej kobiety, która wybucha znienacka, bo pociąga za zbyt wiele sznurków, które plączą się w dłoni, nie dają utrzymać w ryzach.

Czy można połowicznie się zaangażować, zachować zdrowy rozsądek, dystans, a może to niemożliwe? Zupełnie jak nie da się być trochę w ciąży?

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments