Takeitizi.pl

kobiece slow life

barcelona4
Podróże

Atrakcje turystyczne Barcelony

Dzień zaczynamy od obiektu wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO: Palau de la Musica Catalana. Sympatyczny przewodnik z dość dobrą angielszczyzną wprowadził nas w świat ,,świątyni” muzyki, tym razem dzieła Montenecha. Zbudowana w ekspresowym tempie z datków prywatnych, to jedna z najbardziej znanych sal operowych na świecie.

Dalej dochodzimy do Mercat El Born, wielkiej hali wyglądającej jak hangar, której mieści centrum kulturalne. Z zewnątrz dużo metalu a w środku, ku naszemu zaskoczeniu, ruiny dawnego miasta wkomponowane w sale koncertowe i wystawowe.

Tak dochodzimy do Parku de la Ciutadela, drugiego największego parku Barcelony. Tu mieści się też Parlament Kataloński, Muzeum Geologiczne i Zoo. Miejsce ma oryginalny charakter – trochę przypominający park jurajski. Duże oczko wodne, które porastają wokół ogromne palmy, pod którymi swoich sił próbują początkujący linoskoczkowie albo uliczni grajkowie rywalizują między sobą grając na bębnach.

barcelona 11

Po stawie można popływać łódeczką (przyjemność ta kosztuje 10 eur). Jest tu dużo skrzeczących ptaków, a nawet figura sztucznego mamuta. Można odnieść wrażenie, że za chwilę wyjdzie skądś tyranozaur a nad tobą przeleci pterodaktyl. W parku tym warto przysiąść też przy imponującej fontannie, otoczonej wielkimi schodami, z wieloma figurami, w tym wielkim złotym rydwanem na szczycie, który przywodzi na myśl podobieństwo do berlińskiej figury z Bramy Brandenburskiej. Oczywiście współtworzył to miejsce nie, kto inny jak Gaudii.

Kolejna część dnia upłynęła nam pod hasłem modernisme, czyli hiszpańskiej secesji. Zaczęłyśmy od zwiedzenia Casa Mila zwanej też La Pedrerą, charakterystycznej budowli szalonego Gaudiego, z faliście uformowaną fasadą. Budynek jest wciąż użytkowany, a do zwiedzania przeznaczone są trzy piętra. Jedno to zachowane mieszkanie z stylu secesyjnym, drugie piętro przybliża nam życie artysty – zgromadzono tu makiety różnych budynków jego autorstwa oraz różne przedmioty, będące jego inspiracją.

Jest nawet salka, gdzie wyświetla się film z prawdziwymi zdjęciami z początku wieku. Można w ten sposób podejrzeć jak zmieniała się Barcelona i jej mieszkańcy: widzimy budowę metra, pożary i ogromny ruch ulicy. Była to ciekawa podróż do przeszłości, a jednocześnie odpoczynek dla zmęczonych całym dniem stóp, które wyjęte z butów łapczywie chłonęły chłód posadzki w tym czasie.

Zachwycające w tym budynku są malowidła nad klatką schodową. Delikatnie oświetlone pastelowe kolory połączone z jakby zamglonymi witrażami przyjemnie wprowadzają na kolejne piętra. A najcenniejsze kąski znajdują się na dachu. Kominy wentylacyjne zostały zabudowane postaciami przypominającymi mitycznych wojowników, a według niektórych wyglądają one jak postaci z ,,Gwiezdnych wojen”.

barcelona 6

Rozciąga się stąd szeroka panorama na miasto. Widać Sagradę Familię, która wpasowuje się w jedno z daszków, tworząc ciekawe tło dla zdjęć. Z drugiej strony można dojrzeć majestatyczny gmach Museum Katalońskie, którego bryła imponująco odcina się na tle zachodzącego słońca.

Pasage de Gracia to dzielnica, w której bogactwo secesyjnych perełek jest wprost uderzające. Nawet latarnie połączone z ławeczkami, są imponujące w swoim kształcie. Warto, więc powoli przedzierać się przez ulice zadzierając głowę do góry i przyglądać się detalom architektonicznym. Mi szczególnie podobały się klatki schodowe, więc zaglądałam przez drzwi mijanych domów. Niestety większość była zamknięta, a jak udało się nawet do któregoś wejść i zachwycić misternie zdobionymi poręczami, czy sztukateriami, to daleko nie zaszliśmy, gdyż wstępu, niczym cerbery, bronili portierzy budynków.

Trzeci dzień zapowiadał się bardzo wyczerpująco, gdyż miałyśmy sporo do zobaczenia. Na pierwszy ogień poszedł Park Guell. Dotarcie na miejsce byłoby nie lada wyzwaniem, gdyby nie zamontowane na ulicach schody ruchome. Bardzo ułatwiły nam podejście pod strome uliczki ciągnące się od stacji metra do parku. Największy park Barcelony (ok. 20 ha) według zamysłów twórcy miał być otwarty dla wszystkich mieszkańców, ale niestety wejście do części parku z największymi atrakcjami jest odpłatne (aż 8 EUR – warto jednak rozglądać się za dostępnymi np. w hotelu mapkami oferującymi zniżki na niektóre obiekty).

Wejście do parku strzegą dwa budynki, niby chatki bajkowe polane owocowymi lodami. Dalej malownicze schody z rzeźbą smoka, którego miniaturki sprzedawane są na straganiku i w sklepiku z pamiątkami. Można zrobić sobie z nim zdjęcie, ale bez dotykania, czego pilnuje skrupulatnie ochroniarz specjalnie ustawiony przy tej rzeźbie, a niestety wciskający się w każde zdjęcie.Tu znajduje się też najdłuższa na świecie ławeczka, która jest niczym Mekka dla przyjeżdżających do Barcelony turystów.

Liczy ona 110 metrów, ale wpierw trzeba przejść przez osobliwy las z betonowych kolumn. Sama ławeczka jest chłodna ze względu na fakt, że jest wykonana z ceramiki. Jest też dość niewygodna, ale sprawia wrażenie, że jest się na planie jakiejś disnejowskiej produkcji, przez ogrom kolorów, które rzucają się w oczy. Jest tu dobry punkt widokowy na miasto. Wokół już w części bezpłatnej bogata roślinność porasta zbocza. Są tu opuncje, drzewka oliwne i pieprzowe oraz inne kolorowe pnącza. Wśród alejek kryje się także mały domek będący muzeum Gaudiego.




Ostatni poranek był chyba najbardziej słoneczny ze wszystkich spędzonych w Barcelonie. Rozpoczęłyśmy go od śniadania na plaży i moczenia stóp w morzu. Światło było na tyle ostre, że sprawiało wrażenie, że woda ma biały kolor. Było bardzo ciepło i przyjemnie iść bulwarem boso w samych szortach, nie zdając sobie sprawy, że następnego dnia w Polsce będę już chodzić w zimowej kurtce.

,,Proxima estacio” to jedyne słowa w obcym języku, które przyswoiłam podczas pobytu. Gwar ulicy nigdy nie cichnie. Czy w którymś mieście jest więcej skuterów, niż tu? Może tylko w Rzymie i chińskich prowincjach. Dla motocyklistów wyznaczone są nawet oddzielne strefy do ustawiania się na czerwonym świetle, aby ruszały z ,,Pol position’’ stosując nazewnictwo rodem z F1. Na każdym placu i skwerku są zaparkowane jednoślady, jakby girlandy wokół drzew. Wyglądają jakby były porzucone, ale to tylko przypadkowe wrażenia, bo jak się bliżej przypatrzymy to każdy ma blokadę chroniącą przed kradzieżą. Mieszkańcy poruszają się też rowerami. Jest tu podobny system, co vertulino, ale rowery są lżejszej konstrukcji, bez reklam, za to w hiszpańskich ognistych barwach. Ogólnie ruch uliczny w Barcelonie, to ciekawy obrazek do obserwacji. Piesi wylewają się na ulice, trochę nie bacząc na światła, a niektóre przejścia dla pieszych są w dziwnych miejscach np. przez środek ulicy.

barcelona 7

barcelona 12

barcelona 17

barcelona

 

barcelona 25

tekst i zdjęcia: Kasia Kowalska

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments